poniedziałek, 28 grudnia 2015

Hodowla baranów

Będą dawać na dzieci. Historię już znacie. Najpierw na wszystkie. Potem na drugie. Potem na drugie ale tylko wtedy jeżeli to pierwsze nie ma jeszcze 18 lat. czyli jak Pierwsze i drugie mają np. 18 i 19 to na trzecie już nie. Potem "bogaci powinni się wstydzić, jeśli wyciągną rękę po te pińcet". Potem już jawnie, że tylko dla najbardziej potrzebujących. I tu pojawia się pytanie: potrzebujących czego? Pewnie są potrzebujący na dziecko 200 tysi aby je wychować i wykształcić na lekarza albo architekta. Albo tacy, którzy są  w potrzebie posłania dziecka na Harvarda. Ale by się nasz narodowo katolicki rząd, który pragnie dla nas dobrze uśmiał, gdyby mu zasugerować że bogaci mogą mieć większe potrzeby na dzieci niż biedni, i że akurat dla nas wszystkich, niewykluczone, że byłoby lepiej gdyby pomagać tym pierwszym.
Zdaniem pomysłodawców potrzebujemy dzieci. Dziecko to takie małe różowe. I jak dać po pińcet to się ich urodzi więcej. I Ojczyzna na tym skorzysta. Otóż błąd. Ojczyzna potrzebuję więcej dorosłych do pracy, do obrony, do płacenia podatków. Dziecko to dopiero początek drogi. Przedsiębiorca transportowy wie, że koszt zakupu ciężarówki to około 5% jego kosztów związanych z działalnością i od ceny zakupy dużo ważniejsze jest czy to dobra ciężarówka, ile na nią można załadować, ile lat posłuży, ile kosztować będzie jej eksploatacja, ile pali i to wszystko w ujęciu np. lat dziesięciu. Dziecko może kosztować Ojczyznę pińcet, ale aby tej Ojczyźnie się przydawało, to dobrze aby je wykształcić. Za setki tysięcy.
Dobrze, że nie jestem politykiem, bo mogę powiedzieć rzeczy na jakie żaden polityk w życiu by się nie odważył. Mianowicie to, że wszystko jest dokładnie odwrotnie niż się wydaje.
Życie pokazuje, że biedni nie potrzebują na dzieci. I tak mają ich dużo. Może faktycznie trzeba im pomóc. Może faktycznie zarabiają za mało. Może faktycznie to nie fair, że kasjerka w supermarkecie ma zarabiać 1500 złotych - jeżeli jest takie przekonanie, że należy jej pomóc, zmieniając strukturę płac, skale podatkowe, dając zapomogi, itd. To niech to się dzieje. Ale po co robić ludziom wodę z mózgu i wymyślać do tego karkołomną argumentację, że to niby na dzieci?
Ojczyzna nie  potrzebuje więcej różowych bobasków które za te pińcet będą miał lepszą kaszkę i słodsze banany (to w wersji demo) albo prędzej ich rodzice zmienią 10-letniego Matiza na 8-letniego Lanosa (to się wydarzyć może w realu). I jakby to brutalnie nie brzmiało Ojczyzna niekoniecznie domaga się aby te wyczekane były dziećmi kasjerek i ochraniarzy. Ojczyzna  potrzebuje więcej dorosłych wykształconych dzieci z tzw. dobrych  domów i te kosztują setki tysięcy złotych, ale potem i korzyść z nich idzie w miliony. Politykowi przez usta nie przejdzie, a już na pewno nie populiście, że Ojczyźnie bardziej potrzebni są lekarze i architekci, bo tych musimy sobie wyhodować sami, niż kasjerki i ochraniarze, bo tych można sobie sprowadzić w dowolnej ilości ze świata. Gdyby naprawdę chodziło o dzieci to ktoś to powinien głośno powiedzieć, że celem jest pięciodzietna rodzina przemysłowca a nie pięcioro dzieci sklepowych. Bo ten obrzydliwy bogaty daje rękojmię ich wychowania, opłacenia studiów, kontynuacji rodzinnego biznesu dającego pracę sklepowym. Ojczyzna potrzebuje więcej dzieci od rodziców, którzy przekazują tradycję zawodu. Pan chirurg z panią pediatrą powinni mieć warunki do wychowania pięciorga dzieci, które poślą na medycynę, ale ich nie dostaną bo ... wszyscy mamy takie same brzuchy.
Polityka demograficzna nie polega na tym aby dawać wszystkim, którzy umieją wsadzić i wyjąć/wypiąć tyłek tylko na tym, aby stymulować jakość przyszłych pokoleń. Mieliśmy już kilka razy okresy, kiedy stolica była w Berlinie i pan kanclerz planował, że należy nas hodować tylko na robotników rolnych. Potem stolica była w Moskwie i towarzysz Gensek domagał się, aby siłą przewodnią był sojusz robotniczo-chłopski.
Teraz będziemy  już sami, narodowi i niepodlegli się hodować. Taka piątka dzieci mecenasa, lekarza, architekta czy przemysłowca mogłaby nie daj Boże jak dorosną  zagłosować nie po myśli. A solidne narodowo katolickie wychowanie szkoła-kościół-strzelnica z zaznaczeniem, że szkoła podstawowa i starczy to jest dopiero przyszłość Narodu.
Aha... napisałem, że żadne polityk nie odważyłby się tak tego ująć? Błąd. Premier Singapuru, w ten sposób rekomendował politykę demograficzną rządu. Bo Singapur potrzebuje ludzi wykształconych. My jakichkolwiek.

piątek, 22 maja 2015

Wybory Miss.

Wybory i polityka w Posce skladaja sie z trzech rownoprawnych elelementow, a przynajmniej tak wynika z komunikatow mediowych. Wygrac i zdobrywac punkty mozna w trzech kategoriach: sondaże, debaty i wybory właściwe. 
Najwyzej cenione są oczywiście sondaże, bo tutaj  punktów można nastrzelać najwięcej. Przez trzy mieciące przed wyborami własciwymi (tylko jeden punkt do zdobycia)  biorąc pod uwagę liczbę sondażowni pomnożoną przez liczbę kanałów telewizyjnych "wg naszego sondażu" razy liczba gazet "lub czasopisma" Komorowski wygrał ok. 375 pkt. Punktów za debatę wtedy nie zdobył, bo i po co miał w niej brać wtedy udział mając przewagę 375 do ewentualnego 1 , jaki to punkcik mógł sobie zdobyć kto tam chciał. Potem sobie przegrał w pierwszej turze, ale to daj mu dalej wynik 375 do raptem 2. 
Wygrywanie sondaży jest jak wielokrotne szczytowanie. Można co chwila zostawać prezydentem, albo kim tam się jest w sondażach. Wiadomo, że do ołtarza na przysięgę prezeydencką tylko raz, ale co sobie pobzykasz wcześniej to twoje. 
Teraz też idzie jak burza i podobno już wygrał dwie debaty. Wynik wyborów właściwych jest w tej sytuacji już bez znaczenia i drodzy wyborcy PBK możecie już jechać na majówkę. Już wygrał, a przynajmniej prowadzi 377 do 2 i nic już mu nie odbierze zwycięstwa.   
Podnieceni żurnalisci zarzucają nas komunikatami "kto wygrał sondaż" i "kto wygrał debatę" i nijak ich to nie przejmuje, że już parę razy jakoś im się machnęło .. takie piękne sondaże i taki mizerny wynik.  
Pociesza to przegranych , ktorzy na polu sondaży i wyników debat wypadają doskonale. Jak traktor z zepsutym jednym kołem  u Laskowika, o którym można było co prawda powiedzieć, że traktor z trzema kołami jest do dupy, ale przecież można też powiedzieć, że ma trzy doskonale sprawne koła ... Trzy dobre!!! 
Wynik wyborów właściwych to też tylko formalność. Po każdych wyborach dziennikarze odczekają dla przyzwoitości ok. dwóch tygodni aby ogłosić sondaż "gdyby wybory odbyły się dzisiaj, to zwyciężyłby ..." i tu zazwyczaj zwycięża ten (lub ci), który wlaśnie przegrał - czyli wygrał bo wciąż prowadzi np. 377 do mizernych 3. Oczekiwanie na kolejny sondaż po wyborach jest jak obstawianie kiedy puszczą jingle bell. Przeważnie po wszystkich świętych, ale czasem nawet w październiku. 

piątek, 13 marca 2015

Kupa smiechu. Z przewagą kupy.

Wzmożenie moralne w natarciu. Po napiętnowaniu rozpusty posiadania dmuchanych lalek przez redaktora telewizji przyszła pora na odkrycia obyczajowe z kręgów pań do towarzystwa, roboczo nazywanych modelkami. Dynamika dyskusji zapewne poprowadzi do znalezienia poręczniejszej nazwy. Podpowiedzią mogłaby tu być ewolucja kibiców w kominiarkach w kierunku pseudokibiców. Podejmowane próby przyklejenia im łatek bandytów czy po prostu chuliganów nie udały się - zostali pseudokibicami. 

Internetowe publikacje o pseudomodelkach (pamiętajcie, że byłem pierwszy z tą poręczną nazwą) pozwoliły autorytetom obyczajowym w osobach kryształowo moralnych komentatorów na odkrycie rzeczy na niebie i na ziemi , o których im się nie śniło. Po pierwsze poraziło ich zjawisko prostytucji. Czuć w tym poziom i wyrafinowanie, bo tylko ludzie na co dzień latający na niższym pułapie znają najsuchsze z sucharów, w rodzaju zagadek: - Co robią norki aby mieć młode? - To samo co robią młode żeby mieć norki. Redaktor Korwin-Piotrowską zjawisko zakoczyło. Niespodziewana konkurencja dla programu Mamy Cię! zaskoczyła zaskoczonych również tym, że przy odpowiednio dobrej cenie, prawdziwemu fachowcowi można zlecić każde zlecenie a ten (ta) się podejmie.

Moralnie wyższa redaktor wczytała się z wypiekami i czuć między wierszami, że własnie woń pobudziła ją do zajęcia stanowiska. W końcu aby news był newsem musi mieć w sobie zapach nowości. Gdyby bohaterki tej offowej wersji Mamy Cię! ( a właściwie ich agentka zwana przez nieżyczliwych burdelmamą bo to ona prowadziła uzgodnienia techniczne) zatrzymały się w negocjacjach na robieniu loda to byłaby nuda i banał, ale na szczęście pojawiła się nowa jakość. Pierwsze odwiedziny w redtubie bawiąc uczą, że tematów, rubryk i wątków (zwanych przez wzmożonych moralnie - dewiacjami) jest tam tysiąc i ciekawe byłoby dowiedzieć się, które bulwersują na tyle, aby się oburzyć, a które nawet redaktor Korwin-Piotrowskiej spowszedniały na tyle, że szkoda komputer odpalać. Ale widać jako jedyna  w świecie nigdy żadnego pornosa nie widziała.

Moralne wzmożenie w temacie budzi zdziwienie właśnie z powodu, że to odgrzany kotlet, bo to przecież już wszystko było. Ale widać jak ktoś się lubi ucieszyć z nośnego tematu to skorzysta z okazji  - kupa śmiechu ,z przewagą kupy. 

Nie będę się tu specjalnie wyzłośliwiał nad redaktor Korwin-Piotrowską. Przyznaję, że z definicji nie mam specjalnego szacunku dla osób, które zawodowo zajmują się krytykowaniem cudzego życia, ale specjalnych emocji to we mnie nie budzi. Tak się złożyło jednak, że jej komentarz wydał mi się reprezentatywny dla pewnego sposobu myślenia, który dotyka moich - ujmując to patetycznie - wierzeń, zasad i wartości. I na ten temat chciałem się kilka razy zdziwić.

Po pierwsze:
Nie wydaje mi się, aby prywatne, osobiste wybory osób czym się zajmować w życiu, nawet lataniem do Dubaju powinny być przedmiotem niezdrowego zainteresowania.
Autorom prowokacji nie służyły wyższe cele (jak deklarują) , bo gdyby tak było wystarczyłoby wypunktować inicjały - zainteresowane rozpoznałyby się, zamglić zdjęcia i ewentualnie wysłać ostrzeżenie do bohaterek prowokacji, a nawet szerzej - do wszystkich "podejrzanych". Może wtedy uratowaliby kilka owieczek. 

Po drugie:
Redaktorkę najbardziej  zbrzydził zapach. A mnie brzydzi, że komentarze potoczyły się w kierunku ukamieniowania głupich, chciwych, zdemoralizowanych i co tam jeszcze chcecie , ale jednak zagubionych w swoich wyborach życiowych mlodych dziewczyn, podczas gdy przestępcami są pan konsjerż, który (szczwany lis) broń boże nie bierze za stręczycielstwo, a jedynie za ... wynajem autokaru i rezerwację restauracji i ta skromna usługa będzie kosztować jedynie kilkadziesiąt tysi i pani burdelmama, która handluje personelem zgadzając się w imieniu swoich sponsorettes na wszystko -  ale oni jakoś zniknęli z celownika.

Po trzecie:
Ludzie robią gorsze rzeczy niż zgoda na hipotetyczne zachcianki bogatego klienta. Kradną. Sprzedają przyjaciół. Wystawiają dupą do wiatru. Oszukują, doprowadzają innych do bankructw a w konsekwencji nawet do samobójstw. Ale wiadomo, że to są zwykle sprawy bogato zniuansowane i nie działąją tak łatwo na wyobraźnię. Nawet jeżeli kurwa jest kurwą to jej napiętnowanie wydaje mi się płytkie i zbyt łatwe, a na pewno dla kogoś, kto ma ambicje komentowania rzeczywistości jako oceniający i moralizujący publicysta. Każdego zresztą brzydzi co innego. Mnie na przykład polowanie na bogatego męża, a jak nikt fajny się nie trafia to niech będzie niefajny - może być nudny, średni wyglądem i wzrostem byle miał na moje torebki i buty - to się jakoś przemęczę ... Po szejku trzeba się porządnie umyć i wystarczy ... a z "ukochanym" trzeba się męczyć i patrzeć codziennie w lustro ... Pani redaktor może zna takie przypadki?
Autorzy prowokacji pojechali po bandzie pokazując twarze i nazwiska - to takie proste skopać 20-latkę z małego miasta, która przyjechała robić wątpliwą karierę w stolicy z oknem na świat, taki jaki jej się wydaje atrakcyjny. Nie ma łatwiejszego celu. I tu przechodzimy do właściwego tematu mojego zestawu refleksji - galaktycznej hipokryzji oburzonych, bo ...

Po czwarte:
Dlaczego tak potępiać tak elastyczne i w pełni profesjonalne podejście bohaterek do swojej kariery? Że kurwy? No może i kurwy, ale przecież może trochę pobędą tymi kurwami, a potem przestaną? Że żadne z nich modelki? Ooo, przepraszam. Pani redaktor widać nie wie, że obok modelek "tych prawdziwych" co to na wybiegach u Armaniego i na rozkładówkach w Vogue, istnieje kategoria "bikinimodels" czyli takich co to głównie wypinają tyłek, a tytuł modelki przysługuje im dlatego, że czasem udaje im się wziąć udział w płatnej sesji "opony a obok nich ona nago" lub "ona wysmarowana smarem na koparce" nie mówiąc o różnych odmianach ckm. I jak już się jest taką bikini model to może się z czasem zagra w jakimś soft porno? A potem może się uda wyjść za jakiegoś przedsiębiorcę? Na przykład własciciela klubu nocnego? Właściciele klubow nocnych to zazwyczaj święci ludzie i nigdy ( a już na pewno nie mężowi pewnej  słynnej "modelki" co wy wiecie a ja rozumiem) nie zdarza im się organizować żadnycnh baletów, odpoiwadać na pytania kolegów czy nie mają jakichś cennych kontaktów, nie mówiąc o imprezach zamkniętych. Z pewnością wsród gwiazd ckm i światowych bikinimodelek z Miami jest masa porządnych dziewczyn - może trzy. Albo nawet pięć do sześciu. Ale w skali świata to niewiele.   Na pewno jest taką porządną dziewczyną jedna z gwiazd masowej wyobraźni, promowana przez telewizję , od której bierze bez obrzydzenia pieniądze pani redaktor. Pani redaktor pewnie wie, że ta jest z tych "prawdziwych modelek" i "porządnych" bo zainteresowana sama jej to powiedziała. No to jak tej jednej się udało i teraz jest szanowaną koleżanką z pracy pani redaktor to może i tym dać szansę? Może trochę się pokurwią a potem przestaną? W końcu ktoś musi za te kilka lat zasiadać w jury. Jeżeli pani redaktor jest tak rozkochana w prawdzie i w obnażaniu to życzliwie sygnalizuję, że błędy młodości pomagają w zdobywaniu kwalifikacji nie tylko do zasiadania w jury jako "modelka". Można też np. zapowiadać pogodę. Możliwości jest wiele jak podpowiadali dziewczynom do wzięcia kawalerowie. Jestem jednak za tym aby dawać drugą i trzecią szansę - zdarzają się takie, co i matkami zostaną i karierę zrobią i za politykę się wezmą ... I bardzo dobrze, że akurat tych moralnie pobudzeni się już nie czepiają ... ale może ich młodszym koleżankom też by odpuścić? 



Po piąte:
Oprócz zapachu, redaktorkę oburzyło "podszywanie się" pod szlachetny zawód modelki.  Że niby jakim prawem swoim postępowaniem obrażają te prawdziwe. Z tymi prawdziwymi też różnie bywa. Rozczaruję panią redaktor. W latach 90-tych pracowałem z Moskwie. Z tzw. nowymi ruskimi. Na polski - miliarderami. Byłem osobiście świadkiem, jak zamawiali "na kolację" top of the top z okładek Vogue. Przylot z Nowego Yorku i kolacja ze śniadaniem. Cena odpowiadała jakości. Chętne były. Zgoda - jest to rzadsze zjawisko. O rząd wielkości. Ale nie znaczy, że nie występujące. Swoją drogą ciekawe skąd redaktorka czerpie wiedzę na temat prowadzenia się tych "pradziwych" - może od swojej koleżanki z pracy - w końcu to autorytet :)

Po szóste:
Zupełnie nie rozumiem, po co dla zwiększenia efektu moralnego wzmożenia odnosić (oczywiście krytycznie) do wyglądu bohaterek. Akurat w tej dziedzinie pani redaktor zachowuje daleko idącą wstrzemięźliwość w odniesieniu do wielu koleżanek, które ją otaczają w mediach wizualnych, gdzie ingerencja w kacze dzióbki,  gładkie czoła i pierś dumnie podaną do przodu jest normą. Jednym się podoba, innym nie. Jedni lubią kremy inni wolą dżemy. Takie czasy. Ale proszę dla równowagi oburzyć się powtarzalnością kształtu ust swoich koleżanek, wieczną młodością masek pań z "lepszego" towarzystwa to  wtedy i wiarygodność recenzji będzie wyższa. Nie? No właśnie.

Po siódme:
"Modelka" to fajny zawód. Wystarczy sobie napisać na fejsbuku zawód: modelka i już. Pytanie tylko czy jeżeli z równą łatwością ludzie przedstawialiby się jako fizycy jądrowi, bo tak im się wydaje, to czy byliby jako tacy zapraszani do telewizji, gazet i na ścianki. 
Te "modelki" pozostałyby nimi tylko dla siebie i grona pięciuset znajomych na fejsbuju, gdyby nie promowali ich jako takich pani pracodawcy. I to pani nie brzydzi? Nie oburza? Wymieniona z nazwiska Angelika siła wdarła się do telewizji aby udawać, że umie grac na gitarze? Czy ktoś na to wpadł i ją zaprosił? Na te eventy ze ściankami przemycają ją bramkarze? A panowie z agencji fotograficznych robią im zdjęcia za karę? A potem udaje im się te zdjęcia sprzedać, bo przecież z tego żyją? Nie brzydzi Pani, że ktoś robi na siłę gwiazdę z tej czy innej kurwy jak je pani (trafnie) nazywa? Nazywając ją modelką? I jeszcze na tym zarabiając? Przecież to pani pracodawcy wypromowali różne Natalie, Angeliki, Patrycje i Moniki. I nikogo tam u Was nie zdziwiło, że wyglądają za 50.000, mają na sobie tylko za 10.000 (bo to podróby) ale z "bycia modelką" zarobiły w ostatnim roku podatkowym, za zdjęcie na koparce i wśród opon 1500 pln? I nikt nie obejrzał nigdy żadnego profilu fejsbukowego czy instagramowego, z którego średnio intelignetny riserczer powinien wiedzieć już wszystko? Że zdjęcia z wypiątą pupą, wciąż na plaży, na żadnym zdjęciu nie ma mężczyzny bo zapewne podróżują same - albo (ale nie ... to chyba niemożliwe) ten kto zdjęcie zrobił woli się nie pokazywać, a i "modelka" na zdjęciu nie może przecież pokazywać kolejnych narzeczonych - chyba jednak bidulka podróżuje sama .... itd. To, że to nomen omen "świeże mięso"  do znudzenia i wyrzygania zapełnia strony i ekrany, za które pani pracodawcom płacą reklamodawcy też nie oburza? Musiało dopiero kupą zapachnieć? Heloł? 

Na koniec jeszcze anegdota z życia wzięta. Ilustrująca klimat przyzwolenia na zjawisko.

Modna resturacja kilka lat temu. Otwarcie ogródka. Duże wydarzenie towarzyskie, na którym są tzw. wszyscy. Jedni stoją. Ci lepsi siedzą. Duże okrągłe stoły - przy tych centralnie położonych wiodące pary krajowego biznesu. Mężczyźni sukcesu i ich żony. Jeden stolik na osiem osób wolny, ale nie na długo. Pojawia się kolejne gorące nazwisko biznesu.  Z kolegą i ... sześcioma "modelkami". Szczęsliwie rozwiedziony trzy razy więc może pochwalić się swoją pasją do hurtowej ilośći młodych kobiet z dużą ilośćią makijażu i na bardzo wysokich obcasach. - Chwila konsternacji i .... nic. Wyobrażam  sobie, że na podobnym wydarzeniu towarzyskim w Paryżu czy Londynie, damy od stolików obok, jeżeli chciałyby tymi damami pozostać winny wstać, zakomunikować, że - chyba zaszło rtu jakieś nieporozumienie, bo my w tym towarzystwie bawić się nie będziemy, i ... wyjść. Ale nie tutaj. Bo tutaj wciąż wszystkie pieniądze są nowe, a że nie ma innych, każde są dobre. No więc, jeśli te Panie nie wychodzą, pani redaktor z tego powodu uwagi im nie zwraca, to całe wzmożenie moralne wypada słabo.


- Z kogo się śmiejecie? - Z samych siebie się śmiejecie. Gogol.



poniedziałek, 19 stycznia 2015

Nie będzie Szwajcar pluł nam w twarz

W Polsce dobrym, szlachetnym i godnym troski, opieki i współczucia może być tylko ubogi. Najlepiej doświadczony przez los chorobami swoimi i bliskich. Dobrze też jeżeli pokończy pseudostudia na powiatowej uczelni a potem trwa w uporze, że nie po to kończył "studia" aby pójść do roboty jako kelner i to 30 km od domu. Pochyli się nad nim Elżbieta Jaworowicz. Powspółczuje FAKT. Pokażą w Uwadze!
Taki, który coś ma jest podejrzany z klucza. Bo już samo chcenie mania jest be. Jak ma to wiadomo, że się nakradł. I nie chce się podzielić. A powinien. Jak chce mieszkać w widnym, czystym i na swoim to od razu się zdradza, że dorobkiewicz, oportunista i leming. Aż się prosi aby los dał mu po łapach. Pan Bóg nierychliwy ale sprawiedliwy. Wreszcie się tym bogaczom dostało. Na szarańcze w naszym klimacie nie ma co liczyć. Ziemia się nie trzęsie. Pożary straż pogasi, z resztą beton się nie pali. Ale Pan Bóg umiał znaleźć bicz na bogatego co to grubszy od wielbłąda i się  przez ucho igielne nie przeciśnie. Plaga 2015 ma na imię frank szwajcarski. 
Zdrowa większość ma używanie. Wreszcie przyszła kryska na 600 tysi Matysków. Bo, że to bogacze to wiadomo. Zamiast skromnie żyć w tych swoich Radomskach i Włoszczowych, pracować na poczcie za 1200, do metropolii im się zachcialo, kariery robić, dostać robotę za 3500, wejść w związek z drugą połówką, co też 3500 wyrabia i wspólnie pazerni tacy uradzili, że kredyt se wezmą. Hipoteczny. Na mieszkanie. Bo z każdego telewizora im mówili coby brać. Billboardy uśmiechały się po szwajcarsku. To se głupki nabrali tych kredytów. No to mają. I dobrze. Głupki bo wiadomo, że leming jest głupi chociaż nie wiadomo dlaczego - bogaty. Mądrzy siedzą na bezrobociu we Włoszczowej. A głupi się dorabiają w metropolii. Taka sytuacja. 
Teraz okazuje się, że to byli spekulanci walutowi. Mogli jak na Polaka przystało wziąć w peelenach, ale nie. Zaszpanować się zachciało, że tacy światowi. No to sami se winni. I hejt pooooooooszedł. A nie wiedziały, że się bierze w piniendzach co się zarabia a nie w obcych jakichś (teraz im serwują poobiednią musztardę telewizyjni "ekonomiści")?
Tymczasem było trochę inaczej. Po sobie wiem jak było. Nawet mogę to ująć w udramatyzowanej formie jednoaktówki. 
Miejsce akcji: Bank w stolicy. Rok 1999.
Ja
- Puk, puk. Dzień dobry, poproszę kredyt na biznes. 
Oni
- Na biznes nie dajemy. 
Ja
- A na co dajecie?
Oni
- Możemy dać taki co się będzie nazywać hipoteczny, a na co se Pan wyda to nas nie interesuje, byle zabezpieczyć go na domu. Bieresz Pan?
Ja
- No dobra, weznę. Potrzebuję tyle a tyle peelenów.
Oni
- Peelenów nie dajemy bo nie masz Pan zdolności.
Ja 
- To co kurde, mówicie, że dajecie a tera co?
Oni 
- W cehaefach możemy dać. Na cehaefy masz Pan zdolność. Taka sytuacja.
Ja
- Eee, no nie wiem, bo ja się na tych cehaefach słabo znam.
Oni
- Wóz albo przewóz. To bieresz Pan czy nie?

No to wzionem. A teraz mi mówią, że sam tak chciałem zostać Szwajcarem. 
Oglądam tych biednych górników, zielonogórskich lekarzy, postputinowskich sadowników - wszyscy chcą aby im Państwo pomagało. Ja też bym chciał. Ale przecież wiem, że nie pomoże. Bo jeszcze się nie zdarzyło aby pomogło. Nie mnie. Ja już i tak przywykłem, że wyręczam Państwo jak umiem. Dzieci w prywatnej szkole. Do lekarza za pieniądze. Publicznym transportem rzadko. Itd. Jak w starym dowcipie, gdzie jeden mówi drugiemu - najgorzej to mamy my, średniaki. - a czemu tak? - a temu, że jak drożeje koniak to biednych to nie dotyka, bo i tak koniaku nie pili, a bogatych też nie bo nigdy nie pytali ile kosztuje. - a my średniaki to zawsze po dupie dostajemy ... Więc niech mi nie pomaga, ale przynajmniej niech mi nie opowiada bzdur, że byłem ryzykantem, spekulantem i sam jestem winien temu, że teraz mam płacić za swoje szwajcarskie ekstrawagancje. To ja się pytam czy aby na pewno sam podejmowałem decyzje? A państwo nie ma żadnej odpowiedzialności za warunki makroekonomiczne , w których przychodzi nam podejmować decyzje? To ja jestem odpowiedzialny za to, że politykę kredytową w 1999 (jak i teraz) ustalało ... państwo bo a. NBP ustala stopy procentowe, b. państwo określa poziom obowiązkowych rezerw banków, c. premier i ministrowie mają zajmować się poziomem inflacji, itd. ....?


Na lekki rzyg się zbiera gdy poczytać te populistyczne wypociny. I nie wiadomo czy śmiać się czy płakać. Totalny analfabetyzm ekonomiczny. Od hejterów nie wymagam. Od polityków z bożej łaski też już nie. Ale jak słyszę etycznego, moralnego i świętego Balcerowicza, że pomoc dla hipotecznych frankowców bylaby niemoralna, nieetyczna i że ogólnie grzech to uszom nie wierzę. 
Widać panu Balcerowiczowi nikt nie powiedział, że kredytobiorcy hipoteczni to ludzie specjalnej troski, to motor gospodarki i to kotwica jej bezpieczeństwa ... Nie do wiary, że taki mądry czlowiek może być taki głupi - w razie co to nie związany z tekstem cytat z Nikodema Dyzmy, do którego w te słowa zwróciła się hrabina Koniecpolska. 
Ale jak nie wie to wytłumaczę ... Pokazuję i objaśniam. 

Ci chciwi, chytrzy spekulanci biorąc kredyty (nieważne w jakiej walucie - wzięli w takiej jakiej dawali) działając oczywiście w swoim interesie a nie z miłości do Ojczyzny, nawet mogli nie wiedzieć, że są dla tej Ojczyzny kołem zamachowym gospodarki. Bo budownictwo ciągnie wszystko a parametr tak zwanego housingu, czyli odsetek rodzin posiadających własne mieszkania to wszędzie w świecie wskaźnik rozwoju i bezpieczeństwa ekonomicznego społeczeństw. Co się bowiem , moje hejterskie, populistyczne analfabety ekonomiczne stało z tymi kredytami? Nie zostały wydane na wczasy w Cancun, ani na szwajcarskie zegarki, ani na kreacje Diora kupowane w Paryżu. Ci podli "bogacze" co to mają po 3500 a nie 1200, a już nie daj Boże powyżej 10 tysi i to już wystarczy aby ich nie lubić wydali każdego franka w Polsce. Zapłacili murarzom, którzy dzięki temu mieli robotę, kupili cement i dachówki, dzięki czemu inni też mieli robotę, produkcja cementu jest bardzo energochłonna więc z tego kredytu pensje dostali też górnicy, zapłaclil notariuszom, kupili działki, kupili meble, pralki i lodówki i od wszytkiego zapłacili VAT, itd.
To doprawdy niesamowite, że nikt nie mówi o tym, że ci ludzie podejmując ryzyko kredytowe, które w najlepszej wierze ocenili jako możliwe do udżwignięcia, wpompowali w gospodarkę miliardy, które dały pracę i chleb milionom ludzi od razu, a teraz mieszkając w tych wyśmiewanych, lemingowych osiedlach dalej kręcą gospodarkę bo płacą podatki od nieruchomości, rachunki za prąd, wyposażają je - jednym słowem zasilają budżet.

Zgrzyt zębów powoduje też troska o banki. Wrażliwcom wracają pytania o moralność rozwiązań w rodzaju - a dlaczego tym oddać albo pomóc? A dlaczego nie tym, co opcje walutowe brali? A dlaczego nie sadownikom za jabłka? Ano dlatego, że już na pierwszy rzut oka widać - po owocach ich poznacie - że umowa z bankiem jest wyraźnie asymetryczna. Tak nam się pięknie kapitalizm rozwinął, że nasi wolnorynkowi moraliści z panem Balcerowiczem na czele uważają, że to w porządku zawierać umowy, w skutek których jedna strona i to ta silniejsza jest wygrana zawsze, a ewentualne ryzyko ma ponosić wyłącznie ta druga i to słabsza. Mnie już na pierwszym roku studiów prawniczych uczyli, że leonina societas czyli spółki (umowy) z lwem powinny być zakazane i niedopuszczalne, ale widać na kursie prawa dla ekonomistów o tym nie mówili.

Na koniec trochę literatury pięknej. Bertolt Brecht. Was ist ein Einbruch in eine Bank gegen die Gründung einer Bank? Obrabowanie banku jest niczym w porównaniu z jego założeniem.